My Books – Nasze recenzje

Hanka żyje w biednej śląskiej rodzinie, mieszka razem z rodzicami na katowickim osiedlu „Tysiąclecie”. Jej ojciec jest księgowym w kopalni, a matka nie pracuje. Hankę Borowską od dziecka męczą koszmary. Zawsze w nich pojawia się kruk. Zmusza ją do oglądania katastrof i ludzkiego cierpienia, a gdy nie jest mu posłuszna dziobie ją. Okazuje się, że zdarzenia, które ptak pokazuje dziewczynie to przepowiednie, lecz nic w nich nie jest powiedziane wprost. Czy Hance uda się zapobiec tym wydarzeniom?

Zacznę od tego, że opis wydawcy nie do końca zgadza się z treścią „Zapomnij patrząc na słońce”. Po przeczytaniu go i zobaczeniu okładki uznałam, że będzie to powieść o cztero-, może pięcioletniej dziewczynce, która ma straszne sny, a jej życie pędzi ku końcowi, więc pewnie choruje na raka, czy coś w ten deseń. Idealny przykład jak opis potrafi wprowadzić czytelnika w błąd.

Matka Hanki – Sabina – siedzi w domu i sieje postrach wśród domowników. Pije, pali, krzyczy, ma o wszystko pretensje i często dochodzi do tego, że bije córkę. Na pewno nie zwraca się do niej pochlebnie. Obraża ją, a jej postawa świadczy, że dziecko wyraźnie jej przeszkadza. Ojciec – Janusz – jest księgowym, jego żona tym gardzi, uważa, że gdyby był odważniejszy to by pracował bezpośrednio w kopalni. Pan Borowski bardzo kocha Hankę i stara się ją chronić. Tytuł wziął się od rady, którą Janusz dał córce, gdy była mała.

„Nie martw się, to tylko sen (…) Popatrzysz rano na słoneczko, zapomnisz. Zapomnisz…”

Podobało mi się to, że rozdziały były z różnych perspektyw (np. co się dzieje u Sabiny, potem sen Hanki, potem perspektywa Janusza itd.), chociaż narrator był trzecioosobowy. Szczerze mówiąc kompozycją Katarzyna Mlek zrobiła mi porządny mętlik w głowie. Nagle przeskakiwała miesiące, lata, osoby… Ciężko było mi sobie układać to wszystko. Na początku książki Hanka ma 6-7 lat, pod koniec ponad 24. Nie wiem ile dokładnie. Nie wiedziałam też, czy kruk był spowodowany jakąś chorobą psychiczną, czy był wytworem sił nadprzyrodzonych. Z jednej strony przewidywał przyszłość, ale z drugiej doprowadził do samookaleczeń Sabiny.

„-Ty mi tu nie zasuwaj poezji! – wysyczała Hanka, poszukująca czegoś, czym mogłaby strącić ptaszysko na podłogę.

-No dobrze. Tym razem ci pomogę.
-Tylko solidnie, a nie gadając jak jakiś Mickiewicz!”

 

Uczuć towarzyszących mi podczas czytania nie umiem opisać. Kiedy zapytałam QD – oczywiście demonstrując wdech, wstrzymanie powietrza w płucach i wypuszczenie z westchnieniem po chwili – odpowiedziała: „Książka chciała Cię udusić?!”. Mam nadzieję, że po moim opisie zrozumiecie typ reakcji. Przy czytaniu o katastrofach myślałam: „Co jeszcze może się zdarzyć?”, a autorka wciąż mnie zaskakiwała. Zakończenie w pewien sposób spaja klamrą całą książkę, lecz niezbyt mogę Wam zdradzić jak. W sumie za ten pomysł (pewnego rodzaju happy end, lecz nie do końca) autorce należą się brawa. Jeżeli szukacie lekkiej książki na wakacje to źle trafiliście. „Zapomnij patrząc na słońce” przeraża. Ta książka mówiąc dość kolokwialnie „ryje psychikę”. Podczas czytania czułam się targana i wymięta przez emocje. Powieść Katarzyny Mlek jest napełniona smutkiem i brutalnością. Polecam właściwie wszystkim, którzy nie boją się mocnych wrażeń.

Odwiedź stronę.

Oblicza kultury

Wszyscy miewamy złe sny. Niektórych nie pamiętamy, z innych budzimy się z krzykiem. Nie zastanawiamy się jednak, co zrobić, by więcej nie śnić koszmarów. Wstajemy rano, patrzymy na słońce i zapominamy. Jednak czy można zapomnieć o śnie, który towarzysz nam każdej nocy?

Bohaterką książki jest dziewczynka wychowująca się w biednej, śląskiej rodzinie. Ojciec Hanki jest człowiekiem ciepłym, lecz tchórzliwym, podporządkowującym się swojej żonie – niezadowolonej z życia alkoholiczce, która nie raz zapomina o tym, że posiada dziecko. Ich szare, nieciekawe życie zmienia się w chwili, w której Sabina – matka dziewczynki – dowiaduje się, że jest w ciąży. Jednak ani ona, ani Janusz, nie zdają sobie sprawy, że przez cały czas krąży nad nimi kruk, senny koszmar małej Hanki.

Zapomnij patrząc na słońce to debiutancka powieść Katarzyny Mlek, która ma już na swoim koncie zbiór nowel Za firewallem oraz tomik poetycki Zawodowa królowa. Nie dziwi więc, że autorka pisać potrafi. Jej styl nie jest jednak trudny, nie uświadczymy w powieści wymuskanych intelektualnie dysput czy wysmakowanych opisów. W tej książce nie ma na to miejsca. Autorka pisze w sposób klarowny, często twardy niczym kamień a miejscami brudny jak podejrzane zaułki miasta. Nie zabraknie tam przekleństw, które nie mają jednak nic wspólnego z wymuszoną wulgarnością wielu współczesnych utworów. Pani Mlek wie, jak dostosowywać środek przekazu, by jak najdobitniej ukazać nieciekawe warunki życia rodziny Borowskich.

Kolejnym plusem jest niewątpliwie sposób narracji. Autorka wykorzystuje bowiem (moją ulubioną) technikę punktów widzenia, dzięki której możemy zapoznać się z myślami i  poczynaniami poszczególnych bohaterów. Oczywiście główną bohaterką pozostaje Hanka, jednak pisarka nie zapomina o innych postaciach, przedstawiając ich rozterki, słabe oraz mocne strony. Dzięki temu dużo łatwiej jest czytelnikowi zrozumieć ich motywacje. Jest w tej beczce miodu jednak łyżka dziegciu. Choć niewielka, drażniła podczas całej lektury. Każdy z rozdziałów rozpoczynał się bowiem od zaznaczenia, czyje losy będziemy obecnie śledzić. Ich tytuły zaczynają się więc od imion poszczególnych bohaterów. Być może jestem czepialska, ale denerwowało mnie to od początku do końca. Myślę, że zabieg ten był zupełnie niepotrzebny, gdyż każdy z czytelników i tak dowie się, kogo dotyczy dany rozdział. Można to swobodnie określić naddatkiem informacji.

Skoro mowa o technice punktów widzenia, należy powiedzieć kilka słów o kreacji bohaterów w powieści. Jak już wspomniałam, główną bohaterką jest Hanka, która z tego względu jest najlepiej uposażoną postacią, zbudowaną bardzo sprawnie. Autorka dobrze zapoznaje nas z psychiką dziecka, które, choć myśli w sposób bardzo prosty, zauważa więcej, niż jest w stanie zrozumieć. Hanka to ciekawa bohaterka – zarówno jako dziecko, jak i osoba dorosła. Jest cicha i bystra, potrafi cieszyć się, kochać i cierpieć: nie brak jej niczego. Jej kompletnym przeciwieństwem jest ojciec, Janusz, który jest najmniej barwną postacią w Zapomnij patrząc na słońce. Prócz oczywistego stłamszenia przez żonę, pozbawiono go rysu indywidualności, który otrzymali wszyscy bohaterowie. To postać, która nadaje się na everymana – niezbyt szczęśliwego, szarego człowieka, żyjącego z dnia na dzień. Jednak nawet w tym jest mało przekonujący. Najciekawszymi postaciami jest matka i… kruk. Sabina początkowo jawiła mi się jako typowy błąd w kreacji bohatera. Była zbyt jednowymiarowa, płaska w swoim okrucieństwie i bezmyślności. Jej samolubność raziła zbyt mocno, zwłaszcza, gdy ustawiano ją w rzędzie z Januszem czy Hanką. Jednak autorka szybko zreflektowała się, ukazując kilka oblicz tej nieszczęśliwej kobiety – jakich? tego nie powiem, by zbytnio nie zdradzić fabuły. Jednakże najbardziej wyróżniającym się „bohaterem” jest kruk. To intrygująca, pozbawiona skrupułów postać, która kryje w sobie wiele tajemnic. Bo co może symbolizować kruk? Nieszczęście, złą wiadomość, samotność, mądrość: to tylko kilka możliwości, a każda z nich w pewnym stopniu odpowiada fabule powieści. Kruk jest w niej zagadką, pewną furtką, którą autorka otworzyła swoim czytelnikom. Interpretacja należy do Was.

Warto też wspomnieć o motywie snu pojawiającym się w Zapomnij patrząc na słońce. Złe sny prześladujące Hankę, ściśle splatają się ze światem realnym, z jawą, na którą dziewczynka często czeka z utęsknieniem. Strach przed snem jest jedną z cech, które dookreślają dziewczynkę, łączą ją z tym, co dla nas niezrozumiałe. Nie ma w tym ezoteryki, dziwnych mocy nie z tego świata. Jest magia snu i próba zrozumienia tego, co się widzi.

Zapomnij patrząc na słońce to powieść, która usatysfakcjonuje nawet wybrednych czytelników. Nie należy do prostych, gdyż porusza tematy codzienne, bolesne i gryzące większość z nas. Jest w stanie wzruszyć, zezłościć i wywołać uśmiech na twarzy – dobra literatura ma przecież za zadanie wzbudzać emocje. Pani Mlek się to udało.

Odwiedź stronę.

Można przeczytać

Nie zawsze noc przynosi ukojenie od dnia, tak samo jak niekiedy dzień wcale nie przynosi ulgi od tego co wydarzyło się w godzinach nocnych. Nasilający się mrok rozjaśniany jest przez słońce, ale nie zawsze ono umie przebić się przez wszystko złe co miało miejsce. Jedynie ktoś bliski może pomóc w wydostaniu się z sennej mary, która czasem wciąż gdzieś się błąka, czekając tylko na dogodny moment by znowu dać o sobie znać. Łatwo zapomnieć o tym co miało miejsce w koszmarnym śnie, ale czasem pamięć nie pozwala na to, wprost przeciwnie utrwala wszystko…

Hanka jest na pozór zwyczajną dziewczynką, taką jak wiele innych z jej osiedla. Ma swoje radości i strachy oraz przyjaciółkę z którą może porozmawiać o wszystkim lub prawie o wszystkim. Jedna z wielu, a może to jedynie pozory? Maska, pod jaką skrywa się coś więcej niż inni dostrzegają lub chcą dostrzec? Wrażliwa, widząca więcej niż się wydaje dorosłym, odczuwająca to co się dzieje wkoło niej silniej niż ktokolwiek przypuszcza. Może właśnie te emocje mają odbicie w tym co przeżywa w nocy? Zawsze ten sam element chociaż na różnym tle, powtarzający się raz za razem, co oznacza i dlaczego wciąż wraca? W dziennym świetle rozmywa się gdzieś pomiędzy przedmiotami i ludźmi, ale czasem jest wyczuwalny, tak jakby chciał by o nim nie zapomniano…

Do wielu rzeczy i sytuacji można przywyknąć, nawet do tych, powodujących strach, kiedy nagle znikają z czyjegoś życia powstaje pustka, jaką trudno zapełnić. Jak jednak przyzwyczaić się kiedy zabraknie człowieka? Znowu pamięć po raz kolejny jest przeciwko temu, kto czuje, to on traci najwięcej, choć innym to trudno zrozumieć. To, co dla jednych wydaje się wybawieniem, dla Hanki wcale nim nie jest, ona zostaje postawiona przed faktami dokonanymi. Jak długo będzie umiała stawiać czoła temu co we śnie i na jawie? Zwyczajność na pozór, ale najważniejsze jest przecież nie w tym co widoczne, lecz co odczuwane. Przeszłość nie zawsze odchodzi, przyszłość niekiedy nie ma szansy by nadejść, a co z teraźniejszością? Co ona oznacza dla Hanki i jej bliskich? Czy zapomni o wszystkim patrząc w słońce?

Rozpoczynając lekturę książki Katarzyny Mlek, ma się przed oczyma okładkę, wprowadzającą klimat niepokoju i tajemnicy. Dziecko i kruk z krwawym dziobem i oczyma, czego mogą być zapowiedzią? Kryminału, thrillera lub horroru? A może historii w jakiej jest miejsce na niezwykłą bohaterkę, zagadkowe wątki oraz zakończenie jakie jest nieoczekiwane, ale i idealnie pasujące do całości. Senny koszmar czy prawdziwa rzeczywistość, w jakiej codzienność spleciona jest z nocnymi marami? Pod maską tego co widoczne ukryta jest prawda, ale czy faktycznie nią jest? Fakty i emocje nie zawsze idą z sobą w zgodzie, czasem ucieczka od tego co realne w swój własny świat wydaje się jedynym wyjściem, łatwo oceniać, trudniej dotrzeć do sedna problemu, szczególnie gdy jest ukryty głęboko pod bliznami i marzeniami…

Odwiedź stronę.

Nie teraz – właśnie czytam

Czy wierzycie w sny? W ich proroczą i często złowieszczą moc? W ich symbolikę i znaczenie? Ja wierzę, że odzwierciedlają głęboko skrywane wspomnienia, które skrzętnie ukryły się w podświadomości i w trakcie snów pomału wyłażą z zakamarków naszej pamięci, atakują, dręczą, aby uderzyć i przywołać bolesne, ale i bliskie sercu wspomnienia. Niewątpliwie to, jakie mamy sny, czy są one przyjemne, czy koszmarne zależy od naszych doświadczeń, przeżyć, emocji, bodźców, które od chwili narodzin towarzyszą nam każdego dnia. W tej kwestii chyba nie ma żadnych wątpliwości. Jednak czy mogą być zwiastunem nadchodzącego dramatu?

Kiedy rozpoczęłam lekturę tej książki, bardzo szybko weszłam w świat małej, zagubionej, samotnej i skrzywdzonej dziewczynki, jej okrutnej i bezwzględnej mamy oraz kochającego i troskliwego ojca. Autorka daje czytelnikowi możliwość poznania myśli i poczynań trojga bohaterów, którzy podążają przez życie na trzy zupełnie inne sposoby, z różnym bagażem doświadczeń i przekonań. Hania jest samotną i skrzywdzoną dziewczynką, która doświadcza olbrzymiego okrucieństwa ze strony matki, tylko ojciec wydaje się ją wspierać w tych ciężkich i przykrych dla niej chwilach. Matka uzależniona od alkoholu, znudzona i zagubiona w codziennym życiu, które zupełnie zrujnowało jej marzenia i oczekiwania. Sfrustrowana i zła każdego dnia wyżywa się na swoim mężu i córce. Ojciec, zmęczony, zapracowany i zniechęcony codziennie zmaga się rutyną i stagnacją, jednakże stara się zapewnić rodzinie lepszy byt i wesprzeć udręczoną córkę, którą nawiedzają mroczne, drastyczne i prorocze sny. Jak potoczą się losy zagubionej i nieradzącej sobie rodziny, żyjącej w biednej i nienapawającej optymizmem dzielnicy Katowic?

Powiem krótko, musicie przeczytać bowiem autorka, wykazała się nieograniczoną wyobraźnią i odwagą, ukazując dramaty i trudy patologicznej rodziny i zrobiła to w bardzo szczególny, chwilami metafizyczny sposób kreując tajemniczą i złowrogą postać Kruka.

„Hanka zastanawiała się czasem, czy gdyby dobrze pogrzebała w pamięci, doszukałaby się wspomnień o samotności. Okrutnej samotności małego dziecka”. Str. 75

„Nie znosiła tego osiedla. […] Nienawidziła gęsto stojących bloków z wielkiej płyty, wystawionych na cześć nie wiadomo czego. Nie cierpiała wiecznie cuchnących lizolem zsypów. Obsranych trawników. Zdezelowanych placów zabaw. Ale najbardziej, najzacieklej nienawidziła wszędobylskich spojrzeń”. Str. 36

Katarzyna Mlek młoda, ambitna i obiecująca pisarka popełniła bardzo specyficzną i nietuzinkową powieść, która wprowadza w umysł czytelnika swoistą psychozę, burzy wewnętrzny spokój wyzwalając olbrzymie emocje. Emocje, które ściskają serce i uderzają w nie niczym ciężki i złowrogi kilof. Przytłaczają, smucą, męczą i sieją w głowie zamęt. Dawno żadna książka nie skłoniła mnie do tak wielu refleksji, minęło kilka dni, odkąd ją przeczytałam, a ja nadal nad nią rozmyślam, próbując wyłuskać kwintesencję. Mam wrażenie, że ciągle błądzę wokół Kruka, który w tej powieści jest istotnym i nieokreślonym symbolem. Tylko, czego? Olbrzymiej traumy, choroby, chorego i pokręconego umysłu? Czy zwyczajnie ma za zadanie ukazać wewnętrzne bolączki, skrywane myśli, doznania małej, lękliwej dziewczynki, która w dorosłym życiu boryka się z konsekwencjami rodzicielskich zaniedbań, niebywałego okrucieństwa, samotności i braku poczucia bezpieczeństwa? Nieustannie próbuję zdemaskować, postać Kruka, odkryć jego prawdziwe oblicze i ciągle nie wiem, czego dokładnie symbolem był Kruk. Dochodzę do wniosku, że Kruka można interpretować na różne sposoby i tak naprawdę każdy czytelnik odbierze go zupełnie inaczej.

Jednego jestem pewna po lekturze tej książki, mianowicie autorka bez wątpienia skradła moje serce, wdarła się do niego z wielką siłą, zawładnęła nim i z pewnością pozostanie tam na bardzo długo. Od tej chwili będzie wśród moich ulubionych polskich, współczesnych pisarek. Dlaczego? Bo ja uwielbiam takie powieści, mocne, psychodeliczne i chwytające za serce. Oczywiście przyjemnie jest czytać książki o miłości, czy przyjaźni, które rozgrzewają uczucia czytelnika, przekazują wiele energii i pozytywnych doznań, jednak ja mam pokręcony charakter i najbardziej lubię powieści, które wyciskają ze mnie ból, smutek, przerażenie, zgniatają mnie, przytłaczają swoją treścią i skłaniają do zadumy. Takie emocje towarzyszyły mi podczas lektury książki „Zapomnij patrząc na słońce” autorstwa Katarzyny Mlek.Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ta powieść może wielu osobom zwyczajnie się nie spodobać, to jedna z tych książek, które trafiają do wybranej grupy czytelników i to jest zupełnie naturalne. Sama sięgam także po lżejszą literaturę, właśnie po to, aby odreagować, oczyścić umysł po trudnych i przytłaczających publikacjach. Chociaż po tej to niezwykle trudne i chyba po raz pierwszy mam książkowego kaca, próbuję czytać od kilku dni i nadal nic z tego nie wychodzi.

Reasumując, książka „Zapomnij patrząc na słońce” Katarzyny Mlek, to bardzo oryginalna i niebanalna publikacja, która traktuje o niebywałym okrucieństwie względem małego dziecka, o szeroko pojętej patologii, o konsekwencjach niewłaściwego traktowania i błędach wychowawczych, o samotności i braku poczucia bezpieczeństwa i wreszcie o ogromnym smutku, bólu, strachu, który towarzyszy najpierw małej dziewczynce, a następnie dorosłej już kobiecie. Kobiecie zagubionej w nadmiarze złych doświadczeń, która sama popada w swoisty obłęd i stagnację. Ta książka wstrząsa i smuci, jest bardzo mroczna, nostalgiczna, nasycona tragicznymi wydarzeniami. Jeżeli lubicie literaturę, która wywołuje w głowie swoistą psychozę, boli, dręczy, skłania do refleksji i zaburza wewnętrzny spokój, to jest to książka dla Was. Chociaż pewnie, każdy czytelnik zinterpretuje ją po swojemu, wszystko zależy od usposobienia i wrażliwości, od oczekiwań i czytelniczych upodobań. „Zapomnij patrząc na słońce” stała się dla mnie powieścią, która zaburzyła mój spokój, poruszyła, wstrząsnęła, zasmuciła i mocno zapadła w pamięć bowiem w bardzo oryginalny i niesztampowy sposób ukazała problem, z którym zmaga się współczesne społeczeństwo, ukazała patologię, która od wieków szerzy się dookoła nas, odwieczną walkę dobra ze złem oraz konsekwencje złych metod wychowawczych, które mają wpływ na dalsze życie. Polecam!

Dodam, że okładka urzekła mnie od pierwszego spojrzenia, jest bardzo klimatyczna, fascynująca i ogromnie niepokojąca.

Odwiedź stronę.

Dzika Banda

Uboga rodzina mieszkająca w blokowisku jakich wiele w stolicy Górnego Śląska, pachnącym smażoną kapustą i gotowanymi ziemniakami. Ojciec rodziny, księgowy-samouk na kopalni, harujący za dwóch, opiekuje się córeczką Hanką miewającą koszmary rodem z horrorów. Matka Sabina, alkoholiczka wyżywająca się na dziecku oraz mężu, którego zdradza z pierwszym lepszym napotkanym mężczyzną. Dopełnieniem obrazu patologicznej rodziny jest złowrogi kruk zwiastujący kolejne katastrofy. Oto skrótowe przedstawienie postaci uwikłanych w dramatyczną historię stworzoną przez bielską pisarkę Katarzynę Mlek.

„Zapomnij patrząc na słońce” to mroczna, realistyczna  opowieść z elementami onirycznymi, poruszająca wiele trudnych tematów. To studium powolnego upadku bohaterów, nad którymi ciąży nieuchronne fatum. Gdy na moment przed główną bohaterką Hanką pojawia się światełko nadziei, autorka momentalnie je gasi. Powieść Katarzyny Mlek zaprzecza powiedzeniu, że nadzieja umiera ostatnia; tutaj nadziei w ogóle nie ma. Jest tylko ciche pytanie czytelnika, dlaczego świat musi być tak okrutny?

Budując gęstą, klaustrofobiczną atmosferę Mlek posługuje się krótkimi, dosadnymi zdaniami, które bardzo trafnie oddają otaczającą bohaterów rzeczywistość. Do tego dochodzą jeszcze niebywale celne i obrazowe porównania (np. wyjścia na peron dworca katowickiego do dróg rodnych kobiety).

Element magiczny – symboliczny kruk jest być może kluczem do odczytania sensu powieści. Autorka nie wyjaśnia różnych kwestii wprost, nie prowadzi czytelnika za rączkę, lecz zawiesza pytanie. Przedstawione wydarzenia skłaniają do refleksji, do zastanowienia się nad nieuchronnością losu i niesprawiedliwością świata.

Poza pisaniem Katarzyna Mlek poświęca się również malarstwu i poezji. Nie można artystce nakazać, czym ma się zajmować w wolnych chwilach. Jednak po doskonałej „Zapomnij patrząc na słońce” autorka jest wręcz zobligowania do wydania kolejnej powieści.

Odwiedź stronę.

Roue – świat książek

Zapomnij patrząc na słońce to książka, która wywołuje u czytelnika skrajne emocje i zachwyca swoją prawdziwością. To książka o rodzinie, która może żyć obok nas, obok naszego domu, czy nawet w tym samym budynku mieszkalnym.

Trudne tematy, ujęte w książce, postanowiła poruszyć Katarzyna Mlek, od lat zajmująca się malarstwem, fotografią, muzyką i pisaniem, trzydziestosześcioletnia polska pisarka. Jest ona również autorką książki Za firewallem oraz zbioru poezji zatytułowanego Zawodowa królowa. Pisze książki nieco lżejsze, jak i te trudniejsze.

A do tych trudniejszych należy właśnie Zapomnij patrząc na słońce.

 

„Każdy głupi może obiecać bogactwo, szczęście, zdrowie i miłość. Każdy, nawet byle jaka wróżka. Nieszczęście to wyzwanie. Mało kto chce się z nim zmierzyć”

Życie Hanki Borowskiej jest koszmarem. Za dnia dręczona jest przez matkę Sabinę, brutalną, niezrównoważoną pijaczkę, która bije ją i znęca się nad nią, fizycznie jak i psychicznie, zwracając uwagę na własne „nieszczęście” i okropne życie, jakie sama sobie stworzyła. Wszelką złość przelewa na małą dziewczynkę.

Lecz noc jest równie niebezpieczna. Sny, które nawiedzają Hankę, są okrutne i brutalne. A co gorsza, tak bardzo realistyczne. Postać czarnego kruka, towarzyszącego każdej wizji, niosącego ze sobą jedynie cierpienie i śmierć, przeraża ją. Okropne wizje towarzyszą na każdym kroku. Koszmar trwa, trwa i trwa. A spojrzenie na słońce, ponoć przynoszące ulgę i zapomnienie, już nie pomaga…

Wraz z kolejnymi dniami, latami, jest coraz gorzej. Kruk nie odpuszcza. Przynosi ze sobą coraz to gorsze koszmary, kombinacje przerażających scen przemocy. Pozostawia Hance tylko nierozwiązane zagadki. Każe zgadywać.

Ale to przecież tylko sny, prawda? Głupie sny…


„To jest gra, gra, w której nie zdradza się wszystkiego”

 

Piękna, hipnotyzująca okładka jest jedynie wstępem do niezwykłej, niezapomnianej historii. Jedynie przedsmakiem. I choć jest jednym z niewielu, które zapadają głęboko w pamięć i które mają w sobie prawdziwą magię, oczarowują i urzekają, obraz małej dziewczynki i przerażającego kruka blednie, kiedy kończy się ostatnie zdanie. Wtedy pozostają jedynie emocje, połączenie strachu ze wruszeniem, uśmiech na twarzy, drżące ręce i łzy, spływające po policzku.

Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Nie można po prostu patrzeć na słowa. Tę książkę się czuje. Wzbudza ona wielkie emocje. Otwiera oczy. Bo faktem jest, że małych dzieci, nad którymi znęcają się rodzice, bijąc je i wyzywając od najgorszych, jest mnóstwo. A my, chociaż mieszkamy zaraz obok, nie robimy nic w tej sprawie. Siedzimy cicho i martwimy się o siebie. Nie obchodzi nas, że za ścianą pewna osoba, żyjąca istota, myśląca i kochająca tak jak my, właśnie przeżywa najgorszy koszmar.

Autorka tej powieści ma wielki talent. Bo choć książka nie jest przesiąknięta pięknymi, barwnymi wyrażeniami, opisy nie są długie, to… nie przeszkadza to w czytaniu. Ba, sądzę, że ta książka ma swój charakter, a pisarka swój własny styl. Dzięki niemu książkę czyta się szybciej, łatwiej, a wydarzenia następujące zaraz po sobie dają szokujący, niezwykły efekt.

Symbolem wszystkich nieszczęść małej Hanki jest czarny kruk. Postać, która przeraża, ciekawi i intryguje. Postać, którą każdy odbiera inaczej, postać, która dla każdego oznacza coś zupełnie innego. Jedni mają go za przyjaciela, drudzy za wroga, lecz każdy, absolutnie każdy, odczuwa strach, patrząc na jego czarne jak noc skrzydła. Kruk to postać symbolizująca granicę między snem a jawą, symbolizująca ból i śmierć oraz pytania, na które szukamy odpowiedzi. Które nas dręczą, prześladują, nigdy nie odchodzą w niepamięć.
I mnie książka pozostawiła pytania, na którymi cały czas pracuję. I może, kiedyś, patrząc na słońce, odpowiedź sama do mnie przyjdzie, niespodziewanie, wszystkie emocje wrócą, a przed oczami stanie, na nowo, magia całej tej książki, każdego zdania i każdego słowa.

Zapomnij patrząc na słońce to jedna z najlepszych książek, jakich miałam przyjemność ostatnio czytać. Brutalna, trzymająca w napięciu. Można pochłonąć ją jednej nocy, kiedy to, właśnie wtedy, nie mogąc zasnąć z obawy przed cierpieniem, odczuwamy jedynie krztynę tego, co czuła Hanka. Co przeżywała każdego dnia, każdej nocy.
To jedna z niewielu powieści, których się nie zapomina. Nawet patrząc na słońce…

Odwiedź stronę.

Sztukater

Kruk już od czasów starożytnych uznawany był za symbol nieszczęścia, choroby, grzechu i wszelkich innych pejoratywnych skojarzeń. Tym samym był również jednym z najinteligentniejszych zwierząt, obdarzonych mocą prorokowania i wszechwiedzą. Obraz kruka wbijającego szpony w plecy małej dziewczynki o nieziemsko niebieskich oczach przeraża, ale jednocześnie ma w sobie coś takiego, co sprawia, że koniecznie chcemy wiedzieć, co się za tym kryje. Okładkę „Zapomnij patrząc na słońce” – bo to o tej książce mowa – stworzyła Magdalena Zawadzka, o której nie można nie wspomnieć przy okazji recenzji, bo wykonała, kolokwialnie mówiąc, kawał dobrej roboty.

Sama fabuła kręci się wokół życia biednej śląskiej rodziny. Ojciec Janusz, wylewający ostatnie poty jako pracownik kopalni stara się zapewnić swojej żonie i córce warunki do życia. Niestety dochodzi do tego patologia i alkoholizm – wiecznie pijana matka, która wyładowuje swoją agresję na małej Hani i w końcu ona, siedmiolatka z bagażem doświadczeń cięższym od niejednego dorosłego. Właściwie jest jeszcze jeden, bardzo ważny bohater. Pojawia się tylko w snach, jednak warto się zastanowić nad tym, czy gadający kruk to tylko wytwór wyobraźni małej dziewczynki. Ptaszysko zabiera Hankę w podróż, toczy z nią przerażającą grę, która tylko pozornie jest niewiarygodna.

Pióro Katarzyny Mlek do lekkich nie należy, mimo to potrafi ona przyciągnąć czytelnika, zaintrygować i sprawić, że lektura go wciągnie. „Zapomnij patrząc na słońce” to jednak ten typ literatury, który warto sobie dawkować, ze względu na niełatwą tematykę oraz na ogromny ładunek emocjonalny jaki ze sobą niesie. Podczas czytania włosy nie raz stanęły mi dęba, a przerażające wizje kruka przyprawiały mnie o niemiłe ciarki na ciele. Uczucie niepokoju potęgował fakt, że tragedie, które zostają opisane na stronach tej powieści miały swoje miejsce w rzeczywistości i to wcale nie tak dawno temu. Duży plus dla autorki za stworzenie niepowtarzalnej atmosfery: z jednej strony wizja przerażającego koszmaru, który jak najszybciej chce się zakończyć, odkładając książkę i zapominając o niej czym prędzej. Z drugiej jednak, wszystko w czytelniku rwie się, aby ratować Hankę i mimo kolejnych okropieństw jakie mają miejsce, nie da się odłożyć lektury, nie poznając tej historii do końca.

„Zapomnij patrząc na słońce” to także opowieść o tym, jak zepsute dzieciństwo rzutuje na dorosłe życie. Hanka od dziecka była poniewierana i bita przez własną matkę, nie zaznała miłości od jedynej osoby, która powinna darzyć ją tym uczuciem bezinteresownie. Zamiast tego każdego dnia na dzień dobry dostawała cęgi, bo wódka się skończyła, bo młodszy brat płacze, bo Sabina się nie wyspała. Tych powodów była cała masa i choć były błahe, to tak naprawdę maskowały tylko prawdziwe problemy Sabiny. Tutaj też należy wspomnieć o doskonałej analizie psychologicznej bohaterów. Ojciec Janusz, który powinien być głową rodziny, spoiwem łączącym w całość, a także i żywicielem zupełnie sobie nie radził w tej sytuacji. Starał się jak mógł, jednak problemy stale się piętrzyły, aż w końcu zupełnie go przygniotły. Sabina również nie sprawdziła się jako matka. Macierzyństwo dla niej kończyło się na urodzeniu dziecka, najpierw jednego, potem drugiego. Alkohol i niezdarne uwodzenie przypadkowych mężczyzn miały na nowo obudzić w niej kobietę, sprawić, by poczuła się kochana i pożądana, tak jak w młodości, a zamiast tego pociągnęły ją na samo dno. Ale jak doskonale wiadomo, to dzieci cierpią najbardziej. Mała Hania wychowywała się w patologicznej rodzinie, miewała koszmary, a granica między snem a jawą stopniowo się zacierała. Balansowała na granicy obłędu, by w końcu stracić wszystko. Taki obraz tej śląskiej rodziny wyłania się po przeczytaniu powieści, a to zaledwie kropla w morzu rozpaczy, w jakiej pogrążona jest cała trójka.

Mimo że minął już jakiś czas, odkąd odłożyłam „Zapomnij patrząc na słońce” to jest to jedna z tych historii, którą jeszcze długo po przeczytaniu pamiętamy i analizujemy w głowie krok po kroku. Nadal nie jestem do końca pewna czy jestem w stanie zrozumieć wszystko, co autorka chciała przekazać. Mam wrażenie jakiegoś niedokończonego wątku, niewyjaśnionego aspektu, do którego czytelnik musi dojść sam i na własny sposób zinterpretować symbolikę zawartą w tej powieści. Bez wątpienia jest to książka zmuszająca do myślenia, do wysnuwania własnych wniosków. Katarzyna Mlek nie podaje wszystkiego na tacy, co sprawia, że „Zapomnij patrząc na słońce” intryguje i zapada w pamięć. Jeśli nie boicie się konfrontacji z literaturą tego typu oraz z własnymi emocjami, to gorąco polecam tę pozycję.

Odwiedź stronę.

Opętani czytaniem

Hania Borowska jest siedmioletnią dziewczynką mieszkającą na katowickim Tysiącleciu. Jest dzieckiem niezwykle wrażliwym i mądrym, niestety los dla niej i dla jej rodziny, nie jest łaskawy. W domu się nie przelewa, głównie za sprawą matki Hani. Dziewczynka, gdyby nie jej ojciec, Janusz, nie wiedziałaby co to miłość i troska, znałaby tylko głód, poniżenie i przemoc. Ojciec i córka na matkę Hani liczyć w ogóle nie mogli. Zawiedzione nadzieje, niechciane macierzyństwo oraz niespokojna natura sprawiły, iż Sabina z roku na rok popadała w coraz większy marazm i alkoholizm, wszystkich naokoło obwiniając o swój upadek. Dla córki nie miała nic poza kuksańcami, złym słowem i jawną niechęcią.

Jest jednak coś, co odróżnia tę rodzinę od innych z równie smutną historią. Do Hani w nocy przylatuje kruk. Kruk, który bardzo lubi jej ozdoby do włosów i wydziobywać brud spod jej paznokci czy uszu. Później lecą razem w nieznane. Rzeczy, jakie przytrafiają się Hani w towarzystwie kruka, nie są dla niej miłe, zamieniają się w koszmary, z których budzi się z krzykiem. Można by powiedzieć, że z jednego koszmaru (nocnego) przechodziła do kolejnego (tego rozgrywającego się co dzień w jej domu).

Czas jednak płynie dalej. Sabina odkrywa, że jest w ciąży, kolejnej niechcianej. Nadzieje Hanki i Janusza na to, że po narodzinach dziecka, Sabina się zmieni, okazują się płonne, a na rodzinę Borowskich padają kolejne ciosy.
Co ciekawe, kruk ze snów Hanki, zaczyna odwiedzać Sabinę i również dla niej nie są to miłe momenty.

W miarę upływającego czasu, Borowscy nie przestają być ciężko doświadczani przez życie, co sprawia, iż od książki trudno jest się oderwać.

„Zapomnij patrząc na słońce” to opowieść z niezwykłym ładunkiem smutku, która zyskuje na wartości dzięki połączeniu brutalnej rzeczywistości biednej śląskiej rodziny, z wydarzeniami rozgrywającymi się pod wpływem nierzeczywistości, jaką jest tutaj kruk.

Autorce i wydawnictwu Oficynka gratuluję doboru okładki, która przyciąga uwagę i dobitnie oddaje treść książki. Zdecydowanie „Zapomnij patrząc na słońce” można zaliczyć do jednej z najlepszych książek polskich autorów, jakie pojawiły się w tym roku na rynku. Lektura obowiązkowa dla wszystkich lubiących czytać.

Odwiedź stronę.

Zaczytaj się

Książka Katarzyny Mlek „Zapomnij patrząc na słońce” zwróciła moją uwagę intrygującą okładką, tajemniczym tytułem, obiecującą fabułą, a przede wszystkim tematyką, która zdecydowanie mnie interesuje.

Hankę od najmłodszych lat odwiedza w snach ptak. A dokładniej kruk. Zabiera ją w różne, najdziwniejsze miejsca. Jednak ich podróże wcale nie są takie przyjemne jakby mogło się wydawać. Za każdym razem dziewczynka budzi się z krzykiem i płaczem. Kruk uważany jest za ptaka śmierci, a jego pojawienie się w snach wróży niebezpieczeństwo bądź nieszczęście. Dlaczego więc ten wstrętny ptak odwiedza młodą, niewinną dziewczynkę, która już na co dzień przeżywa koszmar ze swoją matką Sabiną? Czy jej ojciec Janusz pomoże córce przebywając z nią w nocy w jednym pokoju?

Katarzyna Mlek stworzyła wyraziste, charakterystyczne i niezwykle dopracowane portrety psychologiczne bohaterów książki. Dzięki temu poszczególne wydarzenia stały się bardziej realistyczne i wiarygodne. Wspomnieć przy tym trzeba, że katastrofy i wypadki opisywane przez autorkę zdarzyły się naprawdę. Według mnie jest to bardzo dobry zabieg, który zasługuje na słowa uznania.

Ukazanie szarej codzienności biednej rodziny śląskiej oraz patologii z jaką mamy niestety do czynienia każdego dnia wyszło autorce znakomicie. Dodatkowo elementy thrillera oraz horroru nadały całej książce odpowiedniego smaczku. Niektóre sceny są naprawdę przerażające, wręcz drastyczne, a sny Hanki potrafią porządnie zaszokować. Kruk w pewnym momencie zaczyna odwiedzać Hankę już nie tylko w snach, ale również w rzeczywistości. Nie chce opuścić dziewczyny ani przez chwilę, pogrążając ją coraz bardziej. To głównie przez niego jej życie od urodzenia jest jednym pasmem niekończących się nieszczęść. Okropny ptak chce aby Hanka na podstawie swoich koszmarów sennych przeciwdziała niebezpieczeństwom. Nie daje jej wystarczających wskazówek, aby udało jej się zapobiec jakiemuś tragicznemu zdarzeniu, lecz mimo niepowodzeń Hanki, nie chce opuścić dziewczyny ani przez chwilę, pogrążając ją coraz bardziej. Nieszczęścia nieprzerwanie się kumulują, smutek powiększa, a ból spowodowany cierpieniem staje się nieznośny.

Autorka wykonała kawał dobrej roboty pisząc „Zapomnij patrząc na słońce”. Katarzyna Mlek w swoim dziele porusza ciekawe, a jednocześnie przerażające aspekty naszej szarej rzeczywistości. Dla czytelników młodych, bądź o słabej psychice ta książka może być zbyt trudna, przytłaczająca, a nawet makabryczna. Osobiście sama momentami byłam niezmiernie wstrząśnięta. Natomiast osoby, które nie obawiają się psychodelicznej pozycji bądź są miłośnikami powieści z elementami noir, z czystego serca polecam to znakomite dzieło.

Odwiedź stronę.

Książki Carol

Nie wytrzymam jeśli od tego nie zacznę. Ta okładka jest NIESAMOWITA! To zestawienie kolorów, cienie, dziewczynka, która użyczyła tutaj swojej twarzy, ten kruk. To wszystko jest wręcz hipnotyzujące. To jedna z moich ulubionych okładek w ogóle. Więc kiedy zobaczyłam takie cudo na półce w księgarni, jak mogłam go nie kupić? Pobieżnie przeczytałam opis z tyłu okładki i wręcz popędziłam do kasy. Kiedy mój entuzjazm trochę opadł, usiadłam do czytania. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Specjalnie nie czytałam recenzji, aby móc podejść do tej książki bez żadnych oczekiwań. Okazało się, że dobrze zrobiłam, bo to co dostałam, na pewno nie było tym, czego się spodziewałam.

Mam problem z zakwalifikowaniem tej książki do któregokolwiek gatunku. Początkowo myślałam, że będzie to jakiś thriller albo horror. Okazało się, że nie. W tej książce jest po trochę z każdego gatunku. Mamy tu powieść obyczajową, opowiadającą o trudnych relacjach matki z córką. Mamy element horroru, czyli kruka. Jest tu także odrobina powieści psychologicznej. Podejrzewam, że niektórzy bohaterowie cierpią na zaburzenia psychiczne. Znajdziemy tu także elementy thrillera, ponieważ powieść naprawdę stara się trzymać nas w napięciu. W to wszystko zostały wplecione wydarzenia, które rzeczywiście miały kiedyś miejsce w Polsce. Ta mieszanka gatunków powoduje, że książki nie da się zakwalifikować, ale za to sprawia, że powieść ta jest niepowtarzalna. Oczywiście symbole są klasyczne i niezmienne, ale wszystko poza nimi pochodzi bezpośrednio z głowy aktorki. Jest to naprawdę oryginalna powieść i jeśli szukacie czegoś zupełnie nowatorskiego, ta powieść będzie dobrym wyborem.

Bohaterowie są bardzo ciekawi. Nie mam na myśli ich osobowości. Są ciekawi pod względem swojej psychiki. Tak jak wspomniałam, podejrzewam, że są trochę zaburzeni. Oczywiście nie zostało to powiedziane wprost, ale myślę, że wielu czytelników miało podczas czytania takie same odczucia jak ja. Ciekawie było obserwować jak główna bohaterka dorasta w takim środowisku. Nie można jej życia uznać, za łatwe. Nie dość, że jest dręczona przez matkę, która wyżywa się na niej za każde najmniejsze potknięcie, to jeszcze ma na głowie kruka, który nawiedza ją w snach i dręczy kolejnymi strasznymi wizjami.

Książka rzeczywiście trzyma w napięciu i intryguje. Bardzo chciałam się dowiedzieć co będzie dalej. Fabuła jest bardzo ciekawie zaplanowana i czuć, że autorka dokładnie ją przemyślała. Może książka nie jest przerażająca, ale dla początkujących w tym gatunku będzie świetnym wstępem. Powieść nie straszy poprzez brutalność, czy sugestywność. Tutaj najważniejsze jest wytworzenie odpowiedniego napięcia i zaintrygowanie w ten sposób czytelnika.

Wadą tej książki jest jej ciężkość. Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Wymaga bowiem sporego skupienia i zaangażowania. Spotkałam się z opiniami, że jest to książka naprawdę trudna w odbiorze, ale osobiście nie uważam, żeby była aż tak skomplikowana. Według mnie treść jest jak najbardziej do przyswojenia, ale jej forma wymaga odpowiedniego zaangażowania. Akcja bowiem dzieje się na dwóch poziomach, w rzeczywistości i w snach. Bez prawdziwego przyłożenia się, może być ciężko to ogarnąć. To może być trudność przy odbiorze.

Podsumowując jest to jedna z najlepszych polskich książek ostatnich lat jakie miałam okazję czytać. Polecam tym, którzy szukają czegoś oryginalnego, intrygującego i poruszającego.

Odwiedź stronę.

Książkowa mania

 „Zapomnij patrząc na słońce” Katarzyny Mlek to jedna z trudniejszych i dziwniejszych książek, jakie miałam okazję ostatnimi czasy czytać.

Katarzyna Mlek zajmuje się malarstwem, muzyką, fotografią i oczywiście pisaniem. Wcześniej wydała książkę „Za firewallem” oraz tomik poezji „Zawodowa królowa”. Prywatnie jest szczęśliwą mamą i żoną. Czytając krótką biografię Katarzyny Mlek zdziwiłam się, jak ktoś, kto ma szczęśliwe życie może napisać tak cholernie trudną książkę.

Jedna z biedniejszych dzielnic w Katowicach. W wielkim blokowisku mieszka mała Hanka wraz ze swoimi rodzicami. Ojciec Janusz – pracuje jako księgowy w miejscowej kopalni. Próbując związać koniec z końcem bierze nadgodziny, tak więc w większości czasu nie ma go w domu. Matka – Sabina, po narodzinach Hanki popada w depresję topiąc smutki w alkoholu. Ciągle rozpamiętuje ile straciła w życiu rodząc córkę i wychodząc za mąż. Swoją agresję wyładowuje na słabszym, czyli na Hance. Znęca się nad pierworodną psychicznie i fizycznie. Nie ma dnia, żeby Hanka nie miała sińca. Jakby tego było mało, w dziewczęcych snach pojawia się kruk – ten bezlitosny ptak dziobie gdzie popadnie, kiedy Hania nie chce zrobić tego, czego on od niej oczekuje.

Historia Hanki i jej rodziców przytłacza. Tak jak matka znęca się nad dziewczynką, tak autorka znęca się nad czytelnikiem, tworząc koszmarną, tragiczną rzeczywistość. Tutaj realizm miesza się z fikcją. I człowiek zaczyna się zastanawiać co dla Hanki jest lepsze – sen, w którym dręczy ją kruk czy jawa, gdzie czeka na nią wściekła matka. Nigdzie nie ma ucieczki. Wszędzie ból, cierpienie, bezsilność. Dziewczynce przyszło żyć na biednym, obskurnym, śląskim osiedlu, gdzie nie ma żadnych perspektyw. Jakież to realne, prawda?

„Zapomnij patrząc na słońce” to jedna z najbardziej psychodelicznych, pokręconych i dziwnych książek, jakie ostatnio miałam okazję czytać. Czytać to za duże słowo. Musiałam co jakiś czas przerywać lekturę, bo emocje jakie mną targały nie pozwalały kontynuować lektury. Szok, bezsilność, niedowierzanie a zarazem poczucie realizmu mieszało się ze sobą. Bo przecież to, co spotkało Hankę, często stykamy się z tym na co dzień. I ta świadomość chyba była najgorsza. Brak miłości w rodzinie spotykamy na co dzień. Hanka wręcz błagała o szczyptę uczucia, które otrzymywała tylko od ojca.

Katarzyna Mlek napisała bardzo dobrą książkę, która zarazem jest bardzo trudna w odbiorze. Jej pomysł, aby wpleść nawiązania do wydarzeń, jakie miały miejsce w Polsce kilka lat wstecz był genialny. Zawalenie się hali podczas wystawy w Katowicach, wykolejenie pociągu i inne – to wręcz przyprawia o dreszcze. A postać kruka wręcz mnie przerażała. Aż wyszukałam, co oznaczają sny o kruku. Mogło to być tylko jedno znaczenie – nieszczęście. Brrr.

„Zapomnij patrząc na słońce” to bardzo trudna i ciężka w odbiorze książka. Tutaj jawa miesza się ze snem, rzeczywistość z fikcją. Nie wiadomo kto jest szaleńcem a kto myśli trzeźwo. Niepewność towarzyszy przez cały czas czytania. I każdy z nas może inaczej interpretować powieść Katarzyny Mlek.

Czy polecam! Tak!

„Nieszczęście to wyzwanie. Mało kto chce się z nim zmierzyć.”

P.S. Czytałam książkę już jakiś czas temu. Ale teraz przy pisaniu recenzji, wszystkie uczucia, które mi towarzyszyły podczas lektury wróciły ze zdwojoną siłą. A postać kruka przeraża coraz bardziej.

Odwiedź stronę.

Biblia horroru

„O Boże! Ja mógłbym zamknąć się w orzechowej łupinie i uważać się za króla nieskończonych przestrzeni, gdyby nie to, że mam złe sny”.

Pewnie znacie, to cytat z „Hamleta”, bardzo znany, pojawia się nawet w horrorze „Koszmar z ulicy wiązów”. Nawiązuję do niego z okazji książki Katarzyny Mlek. Czytając „Zapomnij patrząc na słońce”, słowa Szekspira cały czas uporczywie kołatały mi w głowie.

Książkę pochłonęłam w parę godzin, nie wiem ile, ale krótko to trwało. Niestety.

Powieść jest dość bolesną przeprawą przez historię życia Hanki. Poznajemy ją jako kilkuletnią dziewczynkę, którą dręczą złe sny. Kruk przychodzi do niej nocą. Wraz z nim przemierza podniebne przestrzenie, spełniając odwieczne ludzkie marzenie o lataniu, ale nie tylko. Kruk bywa wredny i zmusza dziewczynkę do różnych bolesnych dla niej rzeczy grożąc dziobaniem. Wycieczki z krukiem po krainie snu przynoszą jednak coś dobrego, zawierają zaszyfrowane informacje, które mogą pomóc dziewczynce w uniknięciu nieszczęść.  O ile sny Hanki nie są zbyt przyjemne to jawa, czyli jej codzienne życie jest chyba jeszcze gorsze niż senne koszmary:

Matka nie stroniąca od alkoholu, pogrążona w depresji, niemal od momentu przyjścia dziewczynki na świat znęca się nad nią i jej ojcem, a swoim mężem, Januszem. Co jeszcze Hanka przeżyje w swoim życiu przemilczę, ale wierzcie mi na słowo, że jest to historia tak smutna, że aż straszna. A zakończenie jest gwoździem do trumny dla każdej wrażliwej duszy.

Smutna, straszna, ale też piękna w poetycki i oniryczny sposób. Jawa i sen zacierają się na jej kartkach.

Katarzyna Mlek stworzyła sugestywny obraz dziecka obdarzonego wielką wyobraźnią, wyobraźnią, czy chorobą psychiczną, a może posiadającą zdolność jasnowidzenia? Któż to wie. Ja, nawet po skończeniu lektury, nie jestem do końca pewna, choć autorka podsuwa czytelnikowi wiarygodne rozwiązanie.

Chciałabym tu wytoczyć potężną analizę działalności kruka w życiu dziewczyny, która być może okaże się nadinterpretacją:).

Trzeba by tu sięgnąć do mitologii. I to nie jednej, bo w większości kultur kruk funkcjonuje jako ważny symbol. Między innymi jest strażnikiem tajemnic. W mistyce babilońskiej każdy adept  musiał przejść siedem- tak siedem- stopni uświadomienia by otrzymać imię Kruka.

Tak sobie myślę, chyba jedynie autorka mogłaby to potwierdzić, że jej bohaterka przechodzi właśnie przez takie stopnie uświadomienia odgadując zagadki kruka. Liczba siedem też ma tu znaczenie.

Sen jest tu moim zdaniem kolejnym symbolem, bo w końcu we śnie najsilniej przetwarzamy i często gęsto sny podsuwają nam to co nieuświadomione lub to co wyparte. Kruk chcąc „uświadomić” bohaterkę, później także jej nieszczęsną matkę przychodził właśnie we śnie.

Jako strażnik tajemnic, jednocześnie symbol przenikliwości i inteligencji podsuwa Hance zagadki do rozwiązania, nie wyjawia przyszłości w prosty sposób. Na wiedzę trzeba sobie zasłużyć.

Czytałam w jakieś recenzji, że kruk stanowi tu po prostu zwiastun nieszczęścia. W porównaniu z tym co ja sobie „wymyśliłam” to bardzo płaska interpretacja i trochę biegnąca na skróty.

Do największych walorów fabuły należy upiorna momentami wiarygodność i rzetelność opisów. Ciężko coś takiego osiągnąć w powieści, która zawiera sporo elementów paranormalnych.

Jeśli chodzi o styl i samą konstrukcję powieści to jest bez zarzutów. Nie miałbym się do czego przyczepić nawet jak  chciałabym być upierdliwa.

I jeszcze ta okładka, która od razu przykuła moją uwagę, bardzo niepokojąca, mimo iż ptaszysko bardziej przypomina mi kawkę niż kruka, ale specjalistką od ornitologii nie jestem:)

Jako, że jest to chyba najlepsza książka od Oficynki jaką miałam okazję przeczytać:

Odwiedź stronę.

Literacki świat Cyrysi

Katarzyna Mlek, z wykształcenia ekonomistka, mieszka ze swoją rodziną w górach. W wolnych chwilach oddaje się wielu pasjom m.in. malarstwo, fotografia, muzyka, poezja oraz tenis. Pisze również książki. Jej debiut „Za firewallem’’ ukazał się pod zmienionym nazwiskiem – Melk. Obecnie nakładem wydawnictwa Oficynka możemy poznać najnowszą prozę autorki zatytułowaną „Zapomnij patrząc na słońce”.

Akcja powieści rozgrywa się w biednej dzielnicy Tysiąclecia w Katowicach, gdzie wraz z rodzicami Januszem i Sabiną mieszka siedmioletnia Hanka. Ojciec pracuje, jako księgowy w kopalni, zaś matka, gospodyni domowa po narodzinach córki stała się nadpobudliwą alkoholiczką terroryzującą fizycznie i psychicznie całą rodzinę. Dziewczynka dzielnie próbuje radzić sobie z otaczającą gehenną, lecz najbardziej przerażają ją nocne koszmary, w których pojawia się czarny, złowieszczy, gadający kruk zwiastujący niebezpieczeństwo oraz śmieć. Po pewnym czasie Hanka odkrywa, że senne mary znajdują swoje ujście w rzeczywistym świecie. Co z tego dalej wyniknie? Przekonajcie się o tym sami.

Czuje się tak, jakbym dostała obuchem w głowę. „Zapomnij patrząc na słońce” jest książką niezwykle szokującą, mroczą i szalenie nietuzinkową. Niemal z każdej strony przebija się tutaj duszny klimat brudnych, zatłoczonych Katowic polany gęstym sosem biedy, ubóstwa i wszechobecnego cierpienia. Niezwykle realny jest również obraz patologicznej, śląskiej rodziny, gdzie małe, bezbronne dziecko jest na każdym kroku bite i poniewierane. Czasem głodne musi uciekać do szkoły, zaś potem po lekcjach, w domu przejmować obowiązki po pijanej matce. Jedyna ostoja w ojcu, lecz niestety i on nie potrafi dosadnie przeciwstawić się agresywnej małżonce. Z reguły w takich chorych relacjach mężczyźni stosują przemoc. Tutaj mamy jednak odwrotny wariant. Muszę przyznać, że tym bardziej boleśnie odebrałam rolę matki-kata, która zamiast być podporą dla swojego dziecka wolała oddawać się grzesznym uciechom. Śledząc nieszczęśliwe losy Hanki czułam całą lawinę rozbieżnych emocji m.in. gniew, złość, oburzenie, nienawiść oraz żal, empatię i nadzieję na lepsze jutro. Chociaż to tylko literacka fikcja, to jednak wiem, że w prawdziwym życiu też bywają takie dramatyczne przypadki.

Kolejnym ważnym elementem są przerażające sny, które nawiedzają główną bohaterkę. Kim tak naprawdę jest kruk? Czy w jego osobie kryje się jakaś symbolika? Próbowałam znaleźć właściwą interpretacje mrocznej osobowości tego ptaszyska, lecz z mizernym skutkiem. Na myśl jedynie przychodzi mi mój ulubiony horror ,,Oszukać przeznaczenie’’, w którym kostucha zostawia głównemu bohaterowi wskazówki dotyczące śmierci poszczególnych osób. Tutaj mamy bardzo podobną zabawę. Kruk naprowadza dziewczynkę na pewne, tragiczne wydarzenia i jej zadaniem jest odgadnąć, kiedy i gdzie będą one miały miejsce. Muszę przyznać, że niejednokrotnie włos jeżył mi się na głowie śledząc szaleństwo tych sennych koszmarów. Autorka źródło inspiracji znalazła w realnej rzeczywistości wykorzystując prawdziwe tragedie, jakie kiedyś nawiedziły Polskę np. zawalenie hali MTK  lub katastrofa kolejowa w Babach. Ten aspekt nadał całej fabule rzeczywistego wydźwięku i czasem miałam problemy z oddzieleniem prawdy od literackiego fałszu. Uważam to jednak za duży plus i cieszę się, że Katarzyna Mlek stworzyła tak niebanalną, trzymającą w nieustanym napięciu historię.

Gorąco polecam przeczytać „Zapomnij patrząc na słońce’’. To niezwykle mocna, poruszająca lektura chwytająca za gardło i serce. Nie znajdziecie tutaj pięknej, sielankowej aury, tylko dosadną, brutalną prozę życia. To znakomite połączenie thrillera, psychologii oraz dramatu z nutką kryminalnego i metafizycznego akcentu. Ta książka jest swoistym wołaniem o zdrowe, rodzinne i pełne miłości relacje. Naprawdę warto ją poznać. Zapraszam.

Odwiedź stronę.

Złodziejka książek

Mieliście kiedyś tak realistyczne sny, że nie byliście w stanie dostrzec granicy między nimi a jawą? Kiedy przypominaliście sobie jedno z tych sennych marzeń i zadawaliście sobie pytanie: „A może to nie było tak? Może to jednak wydarzyło się naprawdę?”. Sny lubią czarować, widzimy w nich to, co chcielibyśmy, żeby się spełniło, to, czego się boimy oraz czasami sytuacje kompletnie nieprawdopodobne, które nie mają żadnego związku z naszymi oczekiwaniami oraz lękami. Jednak czy aby na pewno? Może nie są one tak całkowicie bez znaczenia?

Hanka to dziewczynka uczęszczająca do szkoły podstawowej, która wychowuje się w biednej śląskiej rodzinie. Życie jej nie rozpieszcza, gdyż musi zmagać się z niechęcią matki, która po urodzeniu dziewczynki porzuciła swoje obowiązki i całymi dniami potrafi pić, palić i nie zajmować się domem. Dziewczynka za swojego sprzymierzeńca ma jedynie ojca, Janusza, który jednak nie jest w stanie przeciwstawić się nieraz okrutnie znęcającej się nad Hanką żonie. Jakby tego było mało, bohaterkę we snach odwiedza kruk, który pokazuje jej rzeczy straszne, od których nie sposób uciec. Z każdą chwilą sny te przybierają bardziej przerażającą formę, a życie Hanki zaczynają nawiedzać coraz to gorsze katastrofy.

Gdy zabierałam się za tę książkę absolutnie nie wiedziałam, czego powinnam się po niej spodziewać, ponieważ nie czytałam ani jednej recenzji, a i wybór tej lektury był decyzją spontaniczną, którą podjęłam w momencie, gdy tylko zobaczyłam okładkę i zerknęłam na opis. Pomyślałam sobie jednak, że motyw dręczących snów nie może być groźny, bo cóż strasznego może się przez nie wydarzyć? Muszę przyznać, że autorka całkowicie zaskoczyła mnie tym, co otrzymałam w napisanej przez nią książce i jest to zdecydowanie pierwszy jej atut.

„Zapomnij patrząc na słońce” raczej nie jest książką dla osób bardzo wrażliwych, ponieważ nie raz pojawiają się w niej brutalne sceny, okrucieństwo wobec innych ludzi, a tym bardziej wobec dzieci. Brak tutaj wyczerpujących opisów, ale wystarczy sam fakt, że momenty te przedstawiane są z dosadnością, wywołaną krótkimi aczkolwiek treściwymi sformułowaniami. Autorka nie owija w bawełnę, nie stara się „ułagodzić” tych konkretnych momentów i myślę, że dzięki temu są one tym bardziej wstrząsające. W zasadzie ciężko przewidzieć, w którym momencie i co się wydarzy, dlatego też czasami nie byłam przygotowana na niektóre z podanych scen, przez co tym bardziej wbijały mnie one w fotel.

Akcja, co prawda nie pędzi na łeb i na szyję, jednak fakt faktem, że kolejne wydarzenia pojawiają się po sobie w naprawdę szybkim tempie, mimo wszystko nie odczuwałam tego w sposób negatywny. Być może w przypadku innej książki uznałabym to za dużą wadę, jednak powieść Katarzyny Mlek to specyficzna książka, w której nie ma również konkretnych opisów, a i o osobowościach bohaterów nie za wiele można napisać, gdyż nie są oni zbyt przybliżeni czytelnikowi, jednak – i to właśnie jest zaskakujące – nie jest to minusem tej powieści. Cóż, jak już wcześniej wspomniałam – „Zapomnij patrząc na słońce” to książka specyficzna, której nie da się wrzucić w żadne spotykane dotychczas ramy i przypisać do konkretnego gatunku, gdyż jest ona tak naprawdę mieszanką odrobiny fantastyki, thrillera i obyczajowości, a to wszystko zdecydowanie działa na jej korzyść, ponieważ przedstawione jest w sposób wystarczający i nieprzesadzony.

Książka ta posiada dosyć ciężki klimat, przygnębiający, przez który niebezpiecznie szybko zostałam pochłonięta. Nie nadaję się do czytania takich książek, ponieważ niemalże natychmiastowo tracę humor i czuję się, jakby ogromny ciężar znalazł się na moich barkach, który zniknie dopiero wtedy, gdy po danej lekturze przeczytam przynajmniej dwie bardzo pozytywne, lekkie i wywołujące uśmiech na twarzy powieści. Z łatwością przejmuję emocje bohaterów i przesiąkam klimatem danej książki, dlatego też po takie smutne lektury sięgam rzadko.

Autorka potrafi zaskakiwać i robi to nie raz. Tak naprawdę książka ta pozbawiona jest przewidywalności, nie sposób domyśleć się, co wydarzy się w następnej kolejności, a samo zakończenie zaskakuje chyba najbardziej. Krótkie, niemal ucięte zdania przypominają te, które spotkać można na telegramach, dlatego ciężko było mi się do nich przyzwyczaić. Najciekawszą jednak rzeczą, czy może raczej postacią w tej książce jest sam kruk. Bo kim on tak naprawdę jest? Wytworem wyobraźni bohaterki? Nie raz ma się wrażenie, że istnieje on naprawdę. Alegorią lęków? Czy może czymś znacznie gorszym? Aby nad tym pogłówkować zapraszam do przeczytania książki, bo niewątpliwie jest to powieść godna uwagi.

Odwiedź stronę.

Aleksandrowe myśli

Katarzyna Mlek stworzyła przejmującą i zarazem przerażającą historię. Doskonale uchwyciła naturę przemocy i psychozy.

„Zapomnij patrząc na słońce” hipnotyzuje czytelnika złowieszczą okładką. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. Cudowny błękit oczu małej, niewinnej dziewczynki i władczy, zakrwawiony kruk tworzą niekonwencjonalną mieszankę nadziei i grozy, śmiałości i strachu, absurdu i realności.

Hania wychowuje się w biednej śląskiej rodzinie na katowickim osiedlu „Tysiąclecie”, pachnącym kapustą i gotowanymi ziemniakami. Nie ma łatwego dzieciństwa. Matka obwinia dziewczynkę za ciężki poród, własne niepowodzenia, brak pracy, zmarnowane życie. Daje jej odczuć swoje rozgoryczenie na każdym kroku. Wymówki i obelgi już jej nie wystarczają, coraz częściej rozładowuje swoją złość za pomocą alkoholu i przemocy fizycznej. Hanka znosi swoją dolę z pokorą i spokojem.  Znajduje oparcie w ojcu, ale ten zajęty pracą, ma dla niej stosunkowo niewiele czasu. Wydawałoby się, że Hania odnajdzie wybawienie w nocnym odpoczynku. Nic z tego. Dziewczynkę w koszmarnych snach nawiedza upiorny kruk. Zabiera ją w chaotyczne podróże pełne przemocy i śmierci. Po przebudzeniu Hania nie potrafi zrozumieć tych dziwacznych, absurdalnych snów. Za radą taty co rano spogląda na słońce i zapomina o koszmarach. Z czasem dochodzi do eskalacji przemocy a życie Hanki diametralnie się zmienia.

Katarzyna Mlek z odwagą i szczerością kreuje świat Hanki naznaczony przemocą. Próbuje dociec narodzin człowieczej degradacji, zboczenia ze ścieżki ogólnie pojmowanego dobra, dojrzewania zła i ludzkiej potworności oraz stoczenie się w otchłań własnych niegodziwości. Sabina, matka Hanki budzi moją odrazę. Nie potrafię zrozumieć jej obojętności a potem wściekłości do własnego dziecka. Piekło jakie stworzyła tej małej dziewczynce jest dla mnie niepojęte i zasługuje na wszelką naganę. Jednak najgorsza jest świadomość, że takich dzieci i takich matek są tysiące. Mamy na to przykład w gazetach i telewizji.

Chociaż postępowanie Sabiny jest odrażające, to nie tak zaskakujące jak zachowanie Hani. Dziewczynka znosi swoje upokorzenia bez jednego słowa, bez płaczu, bez rozpaczy. Wie, że to tylko pogorszy jej sytuację. Ta siedmiolatka jest nad wiek dojrzała i wykazuje więcej zdrowego rozsądku niż niejeden dorosły. Niestety jej nauczycielem jest potworna rzeczywistość a nie zbieranie różnorodnych doświadczeń. Czy jej koszmary senne są wynikiem  nagminnego obcowania ze złem? Czego dotyczą, jak je rozszyfrować?

Znaczenie kruka w słowniku sennym, jego symbolika jest w głównej mierze negatywna. Przywołuje na myśl okrucieństwo, śmierć, niepokój i przynosi złą wróżbę. W książce znajdziemy odzwierciedlenie tych słów w całej okazałości. Groza, horror, strach nabierze dla nas innego wymiaru.

Katarzyna Mlek w książce „Zapomnij patrząc na słońce” stworzyła przejmującą i zarazem przerażającą historię. Doskonale uchwyciła naturę przemocy i psychozy.  Każda kolejna kartka, rozdział dotyka naszych osobistych doświadczeń, obaw, strachu i pozwala wierzyć w realność każdego słowa. Gratuluję także autorce umiejętnego połączenia fikcji literackiej z autentycznymi wydarzeniami. Czytelnik z łatwością odnajdzie odniesienia do rzeczywistych tragedii i katastrof, co jeszcze bardziej urealni całą historię. Przeżycia Hanki i jej rodziny jeżą włos na głowie, a każdy kruk będzie mi się od tej chwili jednoznacznie kojarzył z tą książką.

Odwiedź stronę.

Newsletter

Zapisz się do newslettera i otrzymaj darmową książkę.