Tydzień temu odwiedziłam moją przyjaciółkę, Bożenę Mazalik, która jak ja pisze. Poznałyśmy się wiele lat temu na warsztatach pisarskich, po których zgodnie stwierdziłyśmy, że jeszcze wiele powinnyśmy się nauczyć. Bożena zawsze wspierała mnie jak tylko mogła w podróży przez pisarskie odmęty, w tym jako pierwsza widziała rękopis „Zapomnij patrząc na słońce” (a także wiele innych rękopisów, które się jej nie podobały – dziękuję za to, nie opublikowałam czegoś, czego mogłabym się dzisiaj wstydzić). Zawsze mogę na nią liczyć, jak również na wielu innych przyjaciół z różnych stron świata, którzy parają się pisarskim fachem czy też innymi zajęciami pod hasłem „sztuka”. Nazywam ich zbiorczo „normalnymi ludźmi”.

Aby nie przedłużać wstępu: ostatnia niedziela u Bożeny natchnęła mnie. Rozmowa z nią jest trudna, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy siedzimy w jej książce czy w mojej, jak również nastroje bardzo gwałtownie falują. Nie tylko w relacji ja – ona; również w relacji ja – inni pisarze. Taki przyjaciel – pisarz to prawdziwa zmora oraz prawdziwy dar losu. Dlaczego? Wyjaśnię w siedmiu punktach.

  1. Z piszącym przyjacielem można pogadać o książkach, ale wtedy postronni dziwnie się patrzą.

Cudownie jest skonsultować tekst z normalnym człowiekiem, czyli człowiekiem piszącym. Nic tak nie pchnie pracy do przodu, jak porządna dyskusja na jej temat, najlepiej w kawiarni, a jeszcze lepiej – w winiarni. Problem pojawia się w momencie, gdy rozmowie przysłuchują się postronni. Niestety, niewtajemniczeni w nasz zawód, potrafią się nieźle przestraszyć. Jak przykładowo podczas mojego ostatniego posiedzenia z Jackiem Piekiełko, podczas którego zastanawialiśmy się, czy jego główny bohater w dostatecznie brutalny sposób zadaje śmierć pewnej kobiecie. Dopiero po dłuższej chwili zorientowaliśmy się, że wokół zapadła kompletna cisza.

Błogosławieństwo: rozwija fabułę. Plaga: reakcje świadków.

  1. Poprawi twój tekst, ale brutalnie.

Piszący przyjaciel z pewnością chętnie poprawi twój tekst. Z pewnością da wiele uwag, zazwyczaj cennych, bo o ile pisarze nie wiedzą, co robić z własnymi tekstami, zawsze wiedzą, co zrobić z tekstami innych pisarzy. Jeśli dodatkowo nadepnąłeś mu kiedyś na odcisk, masz gwarancję, że nie popuści nawet jednego przecinka. Świetnie – krytyka jak wiadomo rozwija. I chroni przed publikacją kompletnych śmieci. Ale też boli, a piszący przyjaciel nie będzie się z tobą cackał. Jeśli będzie mógł ci dokopać, zrobi to bez najmniejszych skrupułów.

Błogosławieństwo: poprawa tekstu. Plaga: ból urażonego twórcy.

  1. Rozmowa to nie rozmowa, a dwa monologi.

Z pisarzami świetnie się rozmawia. Trzeba tylko opanować pewną umiejętność: wybiórcze słuchanie, ponieważ czasami nie sposób śledzić ich wypowiedzi. Wydaje mi się, że pisarze często sami nie śledzą swoich myśli i wypowiadają po prostu to, co akurat znajduje się na powierzchni świadomości. Zwłaszcza, gdy przebywają w towarzystwie innych pisarzy. Ma to ogromną zaletę: w obecności piszącego przyjaciela można wyrażać wszystko, a wśród tych przypadkowych myśli trafić na jakąś bardzo cenną. Niestety są też minusy – kompletny brak porozumienia.

Błogosławieństwo: wydobycie z mózgu fantastycznych myśli. Plaga: brak komunikacji.

  1. Jest albo ekstremalnie nudny, albo fascynujący.

Pisarze to ludzie, którzy zmieniają się tak szybko, jak pogoda w górach (co można prześledzić w mojej powieści „Laliki”). Moim zdaniem przeskoki następują najczęściej na osi „ciekawy – nudny”. Piszący przyjaciel albo mówi tak interesująco, że wpatrujesz się w niego i prawie nie poruszasz, albo truje tak, że więdną uszy. Nigdy też nie wiadomo jak długo potrwa dana faza – być może spędzisz z pisarzem najnudniejszy wieczór życia. Ale warto ryzykować – zmiana jest kwestią chwili.

Błogosławieństwo: jest niesamowicie ciekawie. Plaga: jest ekstremalnie nudno.

  1. Nastroje są zawsze po przeciwnych końcach skali.

Kiedy rozmawiam z moimi piszącymi przyjaciółmi, a także z artystami parającymi się inną sztuką, odnoszę wrażenie, że nasze nastroje są zawsze przeciwne. Albo ja jestem wesoła, a przyjaciel płacze, albo ja jestem pełna energii, a on ma dość życia, albo on uważa się za niepokonanego, a ja się poddaję i tak dalej. Nigdy, ale to nigdy, nie zgrywamy się w tej sprawie. Jest to fajne, ponieważ gdy jesteś na dołku, możesz karmić się energią tego, który jest akurat na górce. Ale jednocześnie czujesz się kompletnie nierozumiany. A stąd tylko krok do wniosku, że przyjaciel jest imbecylem, a stąd już bardzo blisko do awantury.

Błogosławieństwo: możesz czerpać z nastroju przyjaciela. Plaga: kłócisz się z przyjacielem.

  1. Pisze lepiej od ciebie, ale gorzej od ciebie.

To będzie trudno wyjaśnić… Otóż… Piszący przyjaciel pisze lepiej od ciebie, ale nigdy mu tego nie powiesz, ponieważ nie pozwala na to właściwa pisarzom duma. Jednocześnie zawsze, w każdym jego tekście znajdziesz kawałki, które napisałbyś lepiej (choćby to miało być jedno zdanie). Z jednej strony niefajnie, bo czujesz się gorszy. Z drugiej strony świetnie, bo widzisz, że jednak jesteś lepszy.

Błogosławieństwo: wzrasta poczucie własnej wartości. Plaga: czujesz się jak kompletny amator.

  1. Jest jedynym, który cię zrozumie i jednocześnie z ciebie kpi.

Tacy są właśnie pisarze: świetnie rozumieją nie tylko ludność cywilną, ale innych pisarzy. Piszącemu przyjacielowi możesz się zwierzyć ze wszystkiego, zastrzegając, że nie może tego wykorzystać w książce (inaczej wykorzysta). Wysłucha cię, zrozumie (zazwyczaj), zwłaszcza, jeśli chodzi o twórcze rozterki (niemoc, brak pomysłów, głupi redaktor, agent – ciemiężyciel, gówniany tekst i tak dalej). Da ci poczucie, że nie jesteś kompletnym świrem. Ale to uczucie nie potrwa długo– gdy tylko będzie miał okazję, zacznie z ciebie kpić. Obróci twoje obawy, smutki i rozterki w żarty. Pewnie chce dobrze, ale ty nie będziesz się z tym czuł dobrze.

Błogosławieństwo: poczucie nie bycia samym na tym świecie. Plaga: poczucie bycia nienormalnym.

A o czym za tydzień? Zastanowię się, czy lubię czy nienawidzę moich bohaterów. Wpadnijcie koniecznie!

  • Kaśka

    Ja bym chciała mieć piszącego przyjaciela, ale póki co wszyscy na mnie dziwnie patrzą. Kończę swoją pierwszą powieść, ale poza subiektywnymi opiniami rodziny brakuje mi właśnie kogoś doświadczonego.
    Zwłaszcza jeśli chodzi o wydanie książki, czy warto wydać własnym nakładem? Co myślisz o wydawnictwach jak rozpisani.pl? Na co, jako początkująca powinnam patrzeć przy wydawaniu?
    Z góry dziękuję za rozwianie wątpliwości 🙂 I gratuluję piszącego przyjaciela.

    • Trudne pytanie… Jak pewnie wiesz przeszłam długą drogę: zaczynałam u wydawców tradycyjnych, aby skończyć na… Własnym wydawnictwie. Wiąże się to z potrzebą zachowania pełnych praw do książek i przekładów, aby ich sprzedaż za granicą nie była niczym ograniczona. Dałoby się to pewnie rozwiązać w wydawnictwie tradycyjnym, ale po konsultacjach z moim agentem zagranicznym uznaliśmy, że taka droga będzie najwygodniejsza.

      Nie odpowiem Ci, czy masz wydać w Rozpisani.pl czy też nie. Musisz sama podjąć tę decyzję. Jeśli książka jest dobra – próbuj. Jeśli nie jesteś jej pewna – nie próbuj. Na początek radziłabym Ci jednak powysyłać rękopis do tradycyjnych wydawnictw – być może się nim zainteresują.

      Pozdrawiam i życzę sukcesów!

Newsletter

Zapisz się do newslettera i otrzymaj darmową książkę.