Napędzana Colą maszyna do pisania

Czy pamiętacie co Wam obiecałam parę dni temu? Właśnie, post opisujący mój dzień. Szczerze? Nie miałam ochoty go przygotowywać – nic interesującego. Każdy mój dzień przebiega mniej więcej tak samo – uwielbiam stały rozkład zajęć. I ta stałość się opłaca – pisarze nie powinni stykać się z nadmierną liczbą bodźców, ponieważ te dość skutecznie odrywają ich od pisania. A my mamy być skupieni i pisać i najlepiej nigdy nie opuszczać domów, ponieważ każde wyjście grozi prokrastynacją.

Ale tak bardziej serio: pisanie to ciężka praca. Po pierwsze: jesteś swoim własnym menedżerem i musisz pilnować terminów, które traktujesz bardzo poważnie (chyba, że nie zależy Ci na sukcesie – w tym wypadku możesz zignorować terminy). Przez większość czasu czuję się jak galernik, wiosłujący w tempie podawanym przez bębniarza. Jeśli zgubię rytm, nadzorca z pewnością wymierzy mi karę. Aby jakoś kontrolować paranoiczny strach przed przekroczeniem terminów, muszę przenieść uwagę na inne rzeczy.

Po drugie: jesteś samotny. Spędzasz całe godziny sam ze sobą. Godziny bez rozmów telefonicznych i bez gości – musisz się skupić! Często czuję się samotna, więc od czasu do czasu muszę opuścić pracownię i spotkać się z przyjaciółmi.

Po trzecie: pisanie męczy, fizycznie i psychicznie. Fizycznie: bóle pleców, nadgarstków, zwyczajne zmęczenie. A psychicznie? Pisarz to piorunochron dla emocji, o których pisze – uderzają w niego i uziemiają się w książce. Musisz więc mieć przepis na to jak pozbyć się wynikającego z tego faktu uczucia bycia przeżutym i wyplutym. Nie chcę sobie nawet przypominać jak czułam się po Zapomnij patrząc na słońce.

Mój rozkład dnia jest zoptymalizowany tak, aby uwzględnić wszystkie powyższe kwestie. Jeśli macie ochotę, możecie go wypróbować. A idzie to tak:

5:40 rano

Obudź się.

Natychmiast usiądź, porzuć myśli o pozostaniu w łóżku.

Wyjdź z łóżka, gdy tylko ustalisz kim jesteś i gdzie się znajdujesz.

Zaparz herbatę.

Zaplanuj pisanie na dany dzień: nakreśl sceny, dialogi, zapisz szczegóły – innymi słowy zorganizuj sobie pisanie i inne aktywności z nim związane. Postaraj się ocenić czas, jaki zajmą Ci poszczególne zadania i sprawdź czy się wyrobisz.

Odpowiedz na maile z nocy.

7:00 rano

Śniadanie – jogurt z płatkami. Tak, to samo każdego dnia – lubię płatki i jestem fanką zdrowego żywienia. W zasadzie nie chodzi o samo żywienie, ale o dobre traktowanie ciała, które – wdzięczne – będzie Ci dobrze służyć. Nie zapominaj o jedzeniu i piciu dużych ilości wody. Dbaj o siebie!

Wypij kawę (to nie jest zdrowe), przeglądnij prasę.

Weź prysznic, zrób makijaż, ubierz się. Nie wolno pracować w szlafroku czy piżamie – masz wyglądać jak człowiek, nie jak włóczęga. Mówiłam: dbaj o siebie! To się opłaca!

Posprzątaj, zrób pranie i prasowanie. Teraz już pewnie dostajesz świra na myśl o ilości pracy, którą masz przed sobą, więc postaraj się zająć czymś innym.

Obudź Rafcia.

Zaplanuj obiad i idź z psem po zakupy. Nie zapomnij o Coli Zero!

8:00 rano

Pisanie (w tym pisanie właściwe, planowanie pisania, organizowanie materiałów i tak dalej). Nie piszemy postów na Facebooka czy Twittera! Nie zajmujemy się mailami!

Jeśli tempo pracy spada, podeprzyj się Colą (wiem, niezdrowa).

Chwal samego siebie za postępy – to bardzo ważne!

10 rano

Przekąska (warzywa)!

Nakarm Rafcia (nie warzywami, chociaż ostatnio zjadł moje borówki, które z pasją uprawiałam w ogrodzie – woli swoje jedzenie)

10:15 rano

Pisanie.

Podlej się Colą w razie potrzeby.

Pamiętaj o chwaleniu postępów!

01:00 po południu

Lunch (bez tłuszczu, dużo warzyw), najlepiej ze znajomymi w knajpie.

Potem możesz wyjść na zewnątrz, pobawić się z psem, poczytać, odpocząć. Nie śpij!

Pośmiej się. Potańcz. Powygłupiaj. Za moment znów będziesz pisać…

02:30 po południu

Zajrzyj na portale społecznościowe i skontaktuj się z przyjaciółmi stąd i ze świata.

Sprawdź czy pojawiły się nowe recenzje (nie obgryzaj paznokci).

Wypij trochę Coli, jeśli masz ochotę.

04.00 p.m.

Przekąska (owoce)!

Nie karm Rafcia – jest za gruby! Poza tym pewnie był u sąsiadów, a oni też go karmią.

04:15 po południu

Maile. Mój zagraniczny agent właśnie wstał i musimy pogadać. Inni też czekają na odpowiedzi.

05:00 p.m.

Pisanie (coś mniej wymagającego – jesteś prawie martwy; o tej porze mój wewnętrzny zegar mówi, że pora na drzemkę).

Wypij dużo Coli.

06:00 po południu 

Trening (poniedziałek, środa, piątek – high-impact cardio i CrossFit, wtorek i czwartek – low-impact, bieganie, jazda na rowerze, pływanie)! To pomaga mi zapomnieć o terminach, kiepskich osiągach i wszystkim, co dotyczy pisania. Często też trenuję ze znajomymi, co pomaga poradzić sobie z samotnością.

Weź prysznic, przeklnij trening, jeśli to konieczne.

Zjedz obiad (do 300 kalorii plus koktajl proteinowy).

07:00 wieczór

Pisanie.

Nie ma Coli – jest za późno na kofeinę.

Chwal się, chwal się ile się da!

10:00 wieczór

Idź spać.

Posłuchaj relaksującej muzyki.

Adnotacje:

  • W weekendy pisanie jest opcjonalne, chyba, że zbliża się premiera – w tym wypadku pracujesz bez przerwy
  • Podczas wakacji wstajesz nadal 0 5:30 i pracujesz oraz ogarniasz media społecznościowe i maile
  • Możesz porzucić plan dnia na czas prowadzenia badań i zbierania materiałów do książki oraz jeśli poświęcisz czas na coś związanego z pisaniem (wywiady, targi, czytanie konkurencji)

Jak podsumować ten przydługi i nudny post, nasączony Colą, pisaniem i treningami? Nasuwa mi się jeden wniosek: podczas pracy nad nim zapomniałam o wielu ważnych rzeczach…

Skupiłam się wyłącznie na pisaniu, a ja nie jestem pisaniem. I nie jestem moimi książkami – jestem Katą. Jestem Katą, która stoi przed swoją szafą i obiecuje sobie, że nigdy więcej nie kupi sukienki. Katą, która biega po domu i szuka butów i suszarki do włosów. Wymieniającą głupie maile z agentami, pełne tagów LOL i ironii. Przeklinającą (wraz ze znajomymi po fachu) wydawców, agentów i redaktorów, bo choć uwielbiam moją pracę, nie jestem ze stali i czasem marudzę. Jestem Katą, która woła Rafę i daje mu ciasteczko. Katą, do której ludzie wydzwaniają każdego dnia i która nigdy nie zapomina oddzwonić. A w razie nagłego wypadku wyrzuci swój plan dnia do kosza i pobiegnie na ratunek złamanym sercom, poszuka lekarza dla znajomych, pożyczy samochodu, albo po prostu wysłucha kogoś, od ręki, bez wcześniejszego umawiania się.

Więc… W zasadzie możesz nie używać mojego rozkładu dnia. Jest do niczego. Idź na żywioł, ale dbaj o siebie!